Ekonomiści jak dzieci w piaskownicy.

W ostatnich dniach, w związku z publikacja planu budżetu na 2011r. u niektórych ekonomistów wystąpił syndrom utraconej piaskownicy, powiązany z choroba szalonych krów. Szczególnie wybitny na tym polu jest profesor Rybiński, którego retoryka poszła … w las strasząc końcem świata, gołodupcami, krachem a nawet Gierkiem i Grecją, komunizmem i Bóg jeden wie czym jeszcze.




Na jego blogu spotykamy krytykę obniżenia PIT (3 lata temu), składki rentowej oraz prywatyzacje (bo wyprzedaż). Tymczasem ten sam profesor jeszcze w 2008r,. cieszył się z obniżenia podatków i prywatyzacji „Trzeba ją dokończyć nie tylko ze względu na problemy budżetu, ale dlatego, że prywatna własność jest lepsza od publicznej. Poza przedsiębiorstwami o strategicznym znaczeniu dla gospodarki – jak wojsko, policja, elementy infrastruktury czy bezpieczeństwo energetyczne – nie ma żadnego powodu, by spółki zajmujące się działalnością czysto komercyjną i bez wpływu na bezpieczeństwo państwa, za to z silnymi związkami zawodowymi, były państwową własnością.”. Jakoś wtedy nie przejmował się deficytem bo PKB było wysokie. Teraz śmiało pisze o strategii gołodupców wyprzedających, państwowe firmy. Straszy deficytem i narzeka na brak ostrego ciecia wydatków. Pan profesor oderwał się od realiów i widzi tylko cyferki. Jeśli podwyżka VAT o 1% wywołuje w narodzie sprzeciw, on chce wywołać rewolucje. Wywalić 40tys ludzi z pracy, obniżyć wynagrodzenia w strefie publicznej, obciąć wynagrodzenie i emerytury wojsku, policji, zlikwidować KRUS, obciąć ulgi na dzieci i budownictwo. A po tym wszystkim wygrać wybory w 2011r. Takie rzeczy Panie profesorze to tylko w Erze. Ja rozumiem iż mamy deficyt i finanse publiczne to jedna wielka katastrofa, ale nie można siedzieć w fotelu i domagać się by premier kład głowę pod topór. Mam wrażenie ,że to część kampanii politycznej szczególnie z tym uwielbieniem Gierka moje skojarzenia są proste. Nasze finanse publiczne są tragiczne, ale krytyka wymaga odrobiny myślenie w kategoriach politycznych. Domaganie się by premier zabrał od 27mln ludzi pieniądze w tym drażliwy temat wynagrodzeń, jest próba wepchnięcia go razem z całym rządem pod rozpędzony pociąg wyborczy. Ale może taki jest cel …. wybory za rok.

Ten wpis nie broni rozpasania wydatkowego budżetu, bo reforma być musi krok po kroku, ale nie godzę się z „mądralowaniem z fotela i domagania się rewolucji”. A porównanie do Grecji można uznać za obraźliwe i bez powodów. U nas kolejarze nie zarabiają 60tys euro rocznie. Nie mamy 4 razy więcej nauczycieli /per uczeń jak Grecja względem Finlandii. Nie należy tolerować obrony Gierka, który zadłużył kraj rzekomo dwa razy mniej niz planuje PO do 2013r. i rozpatrywanie tego bez PKB. To zwykła demagogia wyborcza. Czyżby profesor szykował się po wyborach na Ministra Finansów, o wtedy zobaczymy te reformy…. a jedzie mi tu tramwaj ?



You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

AddThis Social Bookmark Button

Comments are closed.